Drugiego dnia jak na złość od rana na niebie ani jednej chmury. Rano, tak jak dzień wcześniej zaplanowaliśmy, pojechaliśmy na przemyskie cmentarze. Na wylocie na Ukrainę jest ich niemałe skupisko. Największy cmentarz komunalny, obok niego kirkut żydowski i kilka nekropolii wojennych - Ukraińcy, Niemcy, Austriacy, Polacy. I i II wojna światowa.Słońce paliło jednak niemiłosiernie tak więc ze zdjęć nici. Wsiedliśmy w samochód i postanowiliśmy pojeździć po okolicy. Do granicy z Ukrainą stąd niecałe 10 kilometrów, a po drodze wioska o swojsko brzmiącej nazwie. Pojechaliśmy więc w tamtą stronę. Później zrobiliśmy "kółko" odwiedzając niezliczone wiejskie cerkwie, cmentarzyki, opuszczone chałupy, nieużywane od lat żwirownie. Szybko doszedłem do wniosku, że trzeba by przyjechać w te okolice przynajmniej na miesiąc. Z jednej strony byłoby co fotografować, z drugiej - jest tam bezkresna oaza spokoju, na którego deficyt akurat ja narzekam nieustannie.
.






Od kilku lat myślałem o tym by wybrać się do Przemyśla. Z powodów czysto fotograficznych i co z tym związane, też "ginących-klimatycznych". Ktoś mi kiedyś trochę naopowiadał, przeczytałem jakiś artykuł w gazecie, obejrzałem kilka zdjęć. Wystarczy by się zainteresować i od czasu do czasu pomyśleć nad wyjazdem. W końcu zdecydowaliśmy się rodzinnie wybrać do tego miasta w 3-dniowy świąteczny weekend. Przyjechaliśmy wczoraj wieczorem, a dzisiaj wybraliśmy się na całodniowe "zwiedzanie" miasta, co w naszym przypadku oznacza wchodzenie w dziwne podwórka, boczne zacienione nawy kościołów (których akurat w centrum Przemyśla jest więcej niż domów mieszkalnych), przyglądanie się starym murom (dopóki kapitalistyczni geniusze ich nie odnowią), zwiedzanie zatęchłych klatek schodowych itp. Jeśli chodzi o ładne kamieniczki wokół rynku to jakoś nie zwróciłem na nie większej uwagi. Z "typowych" turystycznych rozrywek godzinę poleżeliśmy nad Sanem. Gdybyśmy nie mieli kurtek na sobie można by nas posądzić niemal o opalanie się...




































Tydzień temu 




