Etykiety

foto (369) music (101) osobiste (284)

czwartek, 10 października 2013

środa, 9 października 2013

place to bury strangers w cafe kulturalna



Pamiętam dobrze nie tak dawne czasy kiedy na jakikolwiek dobry koncert trzeba było jechać do Berlina. Teraz z kolei zdarzają się takie sytuacje jak dzisiaj - dwa koncerty, na które człowiek chciałby pójść, a odbywają się równolegle.
New Model Army widziałem po raz pierwszy równo 20 lat temu w Jarocinie. Niezwykłe i wzruszające było to wydarzenie. Pamiętam to tak jakby to było wczoraj. Zobaczyłbym ich z chęcią ponownie dzisiaj. Tyle że stety niestety tego samego dnia przyjechało do stolicy A Place To Bury Strangers. Ich koncert 3 lata temu był genialny, a moje dzisiejsze zamiłowania muzyczne bardziej tkwią w ich klimatach niż NMA. Tak więc trzeba było wybrać Nowy Jork...

Nie wiem jak było w Proximie (podobno świetny koncert), ale jestem pewien że wyboru dokonałem właściwego. Takiego odjazdu nie doznałem od lat. Mało tego - nie przypuszczałem, że koncert rockowy może wywołać we mnie tak silne doznania. Na to co się działo dzisiaj w Kulturalnej, nie znajdę właściwych słów. Powiem tylko tyle - byłem w życiu na 200, 300, może 400 koncertach. Ale na takim nie byłem nigdy. 3 gości wsadziło publikę w rakietę i wysadziło w kosmos. Przez cały bis powtarzałem w głowie tylko dwa słowa - "ja pierdolę". Samokontrolę którą wydawałoby się mam opanowaną do perfekcji, orientację przestrzenną, poczucie czasu i rzeczywistości, straciłem na wiele dobrych minut. Milion razy bardziej to oni zasłużyli na bycie główną gitarową gwiazdą Off Festiwalu, niż My Bloody Valentine.
Ci których nie było stracili BARDZO dużo. Wszyscy Ci którzy nie przejmują się pękającymi bębenkami i krwią cieknącą z uszu, mają jeszcze szansę zobaczyć ich za granicą mniej więcej do połowy listopada, kiedy to w Londynie kończy się europejska trasa.









wtorek, 8 października 2013

fotoartfestival zbliża się


Już za kilka dni rozpoczyna się najważniejszy fotograficzny festiwal w Polsce. Nie tak popularny jak Łódź czy Kraków, o dużo słabszym PR-ze, ale poziomem artystycznym bijący na głowę inne polskie imprezy tego typu. Na FotoArt wybrałem się po raz pierwszy 4 lata temu (relacje 2009 tu, tu i tu oraz 2011 tu) i... szczęka mi opadła. Na innych festiwalach "trafia się" jedna-dwie bardzo dobre wystawy, reszta jest zazwyczaj średnia albo słaba. Już nie raz pisałem, że lubię co rok jeździć do Łodzi, ale głównie z powodów towarzyskich. Krakowska impreza z jakiegoś powodu jest mniej klimatyczna, rzadziej tam bywam i tylko po to by zobaczyć jakąś konkretną wystawę.
Natomiast będąc w Bielsku-Białej 4 i 2 lata temu (dla tych co nie wiedzą - FotoArt to biennale), jakiekolwiek wystawy by się oglądało - czy to jest "moja" fotografia, czy zupełnie inna - praktycznie w każdej widać wysoki poziom artystyczny twórcy i oglądanie każdej z nich jest dużą przyjemnością albo przeżyciem.

Dodatkową i unikalną zaletą festiwalu jest Maraton Autorski, czyli spotkania ze wszystkimi autorami wystaw, odbywające się przez cały pierwszy festiwalowy weekend. Trzeba też dodać że organizatorzy (Inez i Andrzej Baturo) dbają o to, by wszystkie wystawy były premierami w Polsce. Siłą rzeczy dla wielu artystów są to pierwsze odwiedziny w naszym kraju.

Kolejnym dużym plusem tego roku jest to, że praktycznie wszystkie wystawy będą wyeksponowane w 4-5 miejscach, bardzo blisko siebie położonych. Nic tylko jechać!

Gorąco zapraszam do Bielska, najlepiej w najbliższy weekend. Wybór tegoroczny ponownie jest wyborny! Cały program można obejrzeć (i zaplanować!) na stronie festiwalu.

Poniżej przykładowe fotografie następujących artystów: Ragnar Axelsson, Daria Endresen, Xiao Zhang, Jacob Sobol (prezentowany kiedyś w nieodżałowanej Yours Gallery w Warszawie, ale oczywiście z innym projektem), Joyce Tenneson oraz William Ropp.







poniedziałek, 30 września 2013

pokłosie


Wstyd się przyznać, ale dopiero dzisiaj obejrzałem film Pasikowskiego "Pokłosie". Piszę wstyd gdyż powinna to być filmowa "lektura" obowiązkowa każdego Polaka. O fabule nie będę pisał, bo z grubsza pewnie jest już wszystkim znana. Film po premierze opisano w wielu pismach i portalach. Z racji trudnego tematu, recenzje są bardzo spolaryzowane. Można przeczytać zarówno te bardzo pozytywne, jak i bzdety w rodzaju, że jest to film antypolski.
Na tle naszego ulubionego "mesjanizmu" i nieskazitelności udręczonego Polaka, wciąż podsycanych przez niektóre środowiska, ten film stanowi lodowaty, bo niestety całkowicie prawdziwy prysznic. O Jedwabnem i wielu podobnych pogromach zrobiło się jakiś czas temu (na szczęście) głośno, aczkolwiek jak pokazują badania, wielu Polaków do dzisiaj nie rozumie "o co tam chodziło". Niezwykłe i znamienne wystawy i wydawnictwa typu "Macewy codziennego użytku" Łukasza Baksika już w ogóle trafiają do bardzo wąskiej grupy osób. Tymczasem film "sensacyjny", na dodatek znanego reżysera jakim jest Pasikowski, ma dużo większe szanse by dotrzeć do szerszej grupy polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza do jej młodszej części, która wciąż pobiera naukę o świecie i o polskiej historii. Jak pokazują przykłady niektórych naszych polityków, na część "starszych" niestety jest już za późno.
Podobnie jak opisywane przeze mnie niedawno "Auschwitz jest w nas", tak samo trzeba powiedzieć - "Pokłosie jest w nas". Ciemnoty części polskiego społeczeństwa ten film nie zlikwiduje. Z przeszłością też już dzisiaj nic nie zrobimy, ale znać ją trzeba i szerzyć tę pamięć również. Z szacunku do tych, którzy stracili wtedy życie, ale przede wszystkim z szacunku do nas samych i do naszego kraju.

niedziela, 29 września 2013

piotr fijalkowski wraca

Rodzice wyemigrowali do Anglii zanim się urodził. Także można powiedzieć, że jest rodowitym Brytyjczykiem. Mimo że na dodatek w zasadzie nie zna polskiego, to mówi o sobie że jest Polakiem. Tak też (Polak) nazwał swój zespół, który stworzył w 1996 roku razem z bratem Krzyśkiem. Przed Polakiem śpiewał w dużo ważniejszym Adorable - jednym z tych kilku zespołów, które mocno poprzestawiały klocki mojej muzycznej wrażliwości na początku lat 90-tych. Długo by opowiadać, może przy innej okazji. W każdym razie Piotr niedawno po raz kolejny się zreaktywował, tym razem w duecie z Terrym Bickersem (kiedyś m.in. w House of Love i Levitation).
Za mniej więcej miesiąc duo wyda swój nowy singiel, do którego wypuścili właśnie teledysk - składający się w 100% z fotografii nadesłanych do Piotra przez zaprzyjaźnionych fotografów i amatorów.


MP3 można kupić na zasadzie 'płać ile chcesz' na oficjalnym bandcampie.

środa, 25 września 2013

wielki konkurs fotograficzny

Nie tak dawno pisałem o konkursach fotograficznych. Temat niestety bardzo szybko ponownie mnie znalazł.
Przed chwilą na pierwszej stronie jednego z najpopularniejszych portali informacyjnych ukazało się ogłoszenie wyników kolejnej edycji "Wielkiego Konkursu Fotograficznego" bardzo znanego pisma. Redaktora naczelnego szanuję, chociaż fanem jego fotografii nie jestem, zwłaszcza prac z ostatnich lat. Jakby jednak nie patrzeć swoją markę ma, tak jak i pismo, a także konkurs. Oglądam więc sobie te nagrodzone prace bo to znane pismo, znany konkurs i znany redaktor.
Nie kreuję się broń boże na jakiegoś recenzenta, ale z dobrą fotografią stykam się od czasu do czasu i coś tam wydaje mi się wiem. No i do cholery nie mogę zdzierżyć. Pal licho jeśli byłoby to jakieś byle jakie pismo za przeproszeniem z Pcimia Dolnego. Ale nie - to poważne pismo, z długoletnią międzynarodową tradycją. I co z tego? To z tego, że do czegoś to powinno zobowiązywać. Do trzymania jakiegoś poziomu, do EDUKACJI wizualnej młodego pokolenia, które będzie teraz przez ileś tam dni oglądać te fotografie i wbijać sobie do głowy, że to dobre jest. No bo w końcu to Wielki Konkurs jest bardzo znanego pisma.

A to panie, panowie - sorry, ale dobre nie jest. To nawet średnie nie jest. Jeśli konkursowicze wysyłają po prostu słabe zdjęcia, z których nie ma co wybrać, to nie róbcie proszę tego konkursu. Albo chociaż nie przyznawajcie głównych nagród. No chyba że chodzi o kasę... Tylko czemu kosztem robienia w konia młodych ludzi?

A na koniec "tradycyjnie" opis do jednego zdjęcia...
"Jeśli przyjąć, że proces twórczy, w wyniku którego to zdjęcie powstało, posiada znamiona sztuki, to jest to sztuka minimalizmu. Woda rozpędzona w wąskim korycie bieszczadzkiej Osławy, odważny model, kamień, o który można zaprzeć się stopami, aby wartki nurt go nie porwał, i naturalne jacuzzi gotowe. Aby podnieść na duchu modela, coraz dłużej wstrzymującego oddech przy kolejnych ujęciach, obiecałem półżartem, że ta sesja trafi do... (i tu pada nazwa tego bardzo znanego pisma - wtręt mój)".

Zdjęcia tym razem nie dołączam z powodów wymienionych powyżej.

ps. Żeby być sprawiedliwym przyznaję, że kilka zdjęć przyrodniczych to owszem, bardzo ładne obrazki.