Etykiety

foto (369) music (101) osobiste (284)

piątek, 16 października 2009

nierealne ogniska


Na początku lat 90-tych usłyszałem w Rozgłośni Harcerskiej a następnie kupiłem sobie kasetę 'Samo Życie (live)' polskiej kapeli punkowej Farben Lehre. To była jedna z moich ulubionych punkowych brygad. Inteligentne teksty i magnetyzujący wokal Wojtka Wojdy to było coś co chwytało za... serce :)
Kapela istnieje nadal, właśnie wydaje nową płytę. Tymczasem na youtube nawinął mi się fragment koncertu, na którym byłem i to w samym środku. Pamiętam że zostawiłem wtedy w tym piachu jeden rękaw mojej ulubionej stoczniowej koszuli flanelowej.



Ulubionym moim utworem FL pozostała jednak dość nietypowa jak na punkowy zespół ballada "Nierealne Ogniska", poświęcona zmarłemu krótko przed Jarocinem '93 Mariuszowi Zalewskiemu - wokaliście innej kultowej kapeli Strajk (w której grał zresztą Konrad Wojda - brat Wojtka). Łza się w oku kręci...

czwartek, 15 października 2009

life's a dream

Things Fall Apart. Nowhere Lullaby. Good Ol' Boredom. Life's A Dream. Oh Yeah. Tomorrow.
Słucham sobie wydanej w zeszłym tygodniu nowej płyty Built To Spill - There Is No Enemy. Od pierwszego słuchania zakochałem się w niej. Spokojna, ani przez moment nie narzucająca się. Po prostu tak sobie płynąca, jakby lekko muskająca bose stopy zanurzone w ciepłej rzece. Mająca w sobie ciepło odchodzącego lata. Przy okazji bardzo miło kojarząca mi się z jedną z moich "niewiadomoczemu" ulubionych płyt wszechczasów czyli January - I Heard Myself In You. Coś czuję że to może być moja ulubiona płyta tej jesieni. Z racji takiej że oczywiście (jak wiele innych najwartościowszych płyt) długo jej na polskich półkach sklepowych nie zobaczymy, złamię na chwilę zasadę mojego bloga i zapodam link do całego albumu...

płytka jest tu

Komu się spodoba to rzecz jasna niech sobie zamówi na przykład w amazonie.

wtorek, 13 października 2009

zima

Zima zaatakowała. Cokolwiek wcześnie w tym roku. Rozmawiałem dzisiaj z rodziną w Hamburgu i tam podobno lato. No tak, znowu ruscy wysyłają te mrozy do nas. Na północy i wschodzie podobno masakra - sztormy, wichury i tak dalej. Do Warszawki ledwo co doleciało ale to i tak wystarczyło zeby potworzyły się gigantyczne korki a ludziska ustawili się w kilometrowych kolejkach po opony zimowe. Ja póki co czekam.
Szkoda mi tylko dwóch rzeczy. Ze nie mogę się przejść na strzaskane przez morze sopockie molo i ze po Warszawce tez nie mogę pochodzić ze sprzętem, bo akurat się jakiś nawał roboty nagle zrobił. A o 18-tej juz niestety ciemno. Krajobrazy w kazdym razie, jak to mówią niektórzy znani fotograficy, "dupę urywają".

piątek, 9 października 2009

szara pamięć


Dzisiaj miał miejsce wernisaż nowej wystawy Bogdana Konopki. Wydarzenie miało miejsce w Galerii FF w Łodzi.
Cykl nosi tytuł "Szara Pamięć" i jest poświęcony temu co pozostało po polskich Żydach. Z powodu tragicznej historii tą praktycznie jedyną pozostałością są kirkuty. W większości mocno zaniedbane, zapomniane, częstokroć trudne bądź nawet niemożliwe do odnalezienia.
Bogdan rozpoczął poszukiwanie i fotografowanie tych miejsc ponad 15 lat temu. Od tamtego czasu odwiedził niemal 300 cmentarzy, z których około 150 sfotografował. 50 zdjęć z tego cyklu zostało pokazanych w Łodzi.
Trudno mi trochę o tej wystawie pisać z dwóch powodów. Po pierwsze zobaczyłem ją ledwie kilka godzin temu i mam na razie wrażenia "na gorąco", a po drugie mam do Bogdana i jego fotografii bardzo osobisty stosunek. Myślę że za kilka dni przyjdzie czas na właściwą relację. Póki co ograniczę się więc do kilku krótkich faktów.
Pierwsze co się ciśnie na usta to dwa słowa - Mistrzostwo Świata. Oczywiście są fotografie które podobają mi się bardziej, inne trochę mniej. Jednak fakt że co najmniej kilkanaście zdjęć rozłożyło mnie na łopatki wystarczy żebym całą wystawę w ten sposób określił.
W stosunku do idei może to mało istotne jednak od tego zacznę - technika. W specjalny sposób wołane zdjęcia i przez to wyciągnięte szczegóły w światłach i jednocześnie w głębokich cieniach powodują że nie mozna się oderwać od pojedynczego zdjęcia. Mały format (styk 4x5 cala) dodatkowo zmusza do powolnej kontemplacji każdego obrazu. Wzrok powoli przesuwa się po trawie, poruszonych paprociach, omszałych nagrobkach. Zatrzymuje się na zauważonych dzięki wrażliwości artysty "rozświetlonych" pękniętych pniach drzew i nieśmiertelnych literach wykutych w kamieniu niemal juz sto lat temu.
Kwestia druga to idealnie wykrojone z krajobrazu kompozycje. Pełne harmonii, zazwyczaj zamknięte w czterech ścianach cienia, jakby chciały powiedzieć ze światło minionego świata wciąż gdzieś jeszcze jest, wciąż na nas świeci. Że groby, nawet jeśli zapomniane, symbolizują też nadzieję.
Na ten warsztat nakłada się w końcu sama tematyka. Jak wiadomo z różnych, głównie absurdalnych powodów wciąż budząca dziwne kontrowersje w Polsce. Jej sednem jest jednak, podobnie jak na wielu innych fotografiach Konopki, świat który odchodzi i ginie.

Tak jak napisałem wyżej, wrażenie które robi wystawa, jest ogromne. Trudno napisać coś rozsądnego na gorąco. W każdym razie kto jest w stanie koniecznie musi te zdjęcia obejrzeć. I pozostaje jeszcze trzymać kciuki za to by w najbliższej przyszłości ukazał się z tego cyklu album zawierający dużo więcej zdjęć niż te pokazane w Łodzi.






czwartek, 8 października 2009

herta


Dzisiaj została ogłoszona tegoroczna literacka nagroda Nobla. O dziwo jest to też "nius" fotograficzny. Otóż na okładce jednej z jej ksiązek (polska edycja wyd. Czarne) znajduje się zdjęcie Bogdana Konopki. Zrobione oczywiście w Rumunii. A już jutro wernisaż...

środa, 7 października 2009

yes! yes! yes!

20 lat temu ukazała się jedna z najpiękniejszych a moze i najpiękniejsza płyta wszechczasów. Chodzi oczywiście o 'Disintegration' The Cure. Od kilku lat zespół, zgodnie z pewnego rodzaju modą (ale akurat całkiem pozytywną) wydaje reedycje swoich albumów. Ostatni (Kiss Me Kiss Me Kiss Me) ukazał się juz dość dawno temu. Na tyle dawno ze fani zdązyli się juz zniecierpliwić brakiem informacji o kolejnym remasterze. Zwłaszcza ze chodzi o płytę wyjątkową. Być moze zresztą była to przyczyna odwlekania tego wydawnictwa. Zespół z Robertem S. na czele bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z niezwykłości tego albumu.
Tak czy inaczej w końcu JEST. Póki co zapowiedź, ale i tak prawdopodobnie spowoduje zwiększony popyt na wysokoprocentowy alkohol na całym świecie.
Warto było czekać. W odróznieniu od poprzednich 2-płytowych reedycji ta płyta zostanie wydana w wersji 3-płytowej! Na pierwszej tradycyjnie znajdzie się właściwy album, na drugiej - unikalne, wcześniej niewydane nagrania:
.
01 PRAYERS FOR RAIN-RS HOME DEMO (instrumental)-04/88
02 PICTURES OF YOU-RS HOME DEMO (instrumental)-04/88
03 FASCINATION STREET-RS HOME DEMO (instrumental)-04/88
04 HOMESICK-BAND REHEARSAL (instrumental)-06/88
05 FEAR OF GHOSTS-BAND REHEARSAL (instrumental)-06/88
06 NOHEART-BAND REHEARSAL (instrumental)-06/88
07 ESTEN-BAND DEMO (instrumental)-09/88
08 CLOSEDOWN-BAND DEMO (instrumental)-09/88
09 LOVESONG-BAND DEMO (instrumental)-09/88
10 2LATE (alt version)-BAND DEMO (instrumental)-09/88
11 THE SAME DEEP WATER AS YOU-BAND DEMO (instrumental)-09/88
12 DISINTEGRATION-BAND DEMO (instrumental)-09/88
13 UNTITLED (alt version)-STUDIO ROUGH (instrumental)-11/88
14 BABBLE (alt version)-STUDIO ROUGH (instrumental)-11/88
15 PLAINSONG-STUDIO ROUGH (guide vocal)-11/88
16 LAST DANCE-STUDIO ROUGH (guide vocal)-11/88
17 LULLABY-STUDIO ROUGH (guide vocal)-11/88
18 OUT OF MIND-STUDIO ROUGH (guide vocal)-11/88
19 DELIRIOUS NIGHT-ROUGH MIX (vocal)-12/88
20 PIRATE SHIPS-(RS solo) ROUGH MIX (vocal)-12/89
.
A na trzeciej rozszerzona wersja koncertu z Wembley wydanego w 1990 roku pod nazwą 'Entreat'. Wersja rozszerzona będzie zawierać wszystkie 12 utworów z płyty.
Mało tego. Oprócz 'Disintegration' deluxe mozna się w 2010 roku spodziewać również Mixed Up 2, boxu z nagraniami dla BBC, a takze (!) w końcu DVD z koncertami 'In Orange' oraz 'Show'. Zapowiada się rok The Cure!

wtorek, 6 października 2009

baby

Jeden z moich ulubionych odjechanych i perwersyjnych pieśniarzy wydaje w przyszłym tygodniu nową EPkę. Znajdą się na niej ledwie 3 utwory, ale za to idealne gdy jesienny spleen będzie próbował zamieniać się w jesienny dołek...

Devendra Banhart - Baby

poniedziałek, 5 października 2009

niekończący się atak parówek

Hot-dogi atakują coraz bardziej agresywnie. Postawili to właśnie przy mojej codziennej drodze do pracy. Poczułem się słabo.

niedziela, 4 października 2009

lydia panas

Niedziela zeszła nam na lenistwie, nadrabianiu zaległości internetowych oraz wystawowych. Jako pierwsza na celowniku znalazła się wystawa Stanisława Kulawiaka w Starej Galerii ZPAF. Około 40 zdjęć z lat 70 i 80-tych. Tematyka dwojaka - z jednej strony obrazki z powoli zanikającego w pamięci PRL-u, z drugiej absurdy polskiej rzeczywistości. Rzecz jasna oba tematy płynnie się przenikały, jak to w zyciu. Wstęp do wystawy napisał Jerzy Lewczyński. Pozwolę sobie zacytować ostatnie zdanie z tej wypowiedzi, które bardzo zgrabnie podsumowuje całą kolekcję zdjęć - "Jego [fotografa] uśmiech to tez lekarstwo na codzienne bolączki i trudy społeczeństwa pędzącego czasem na hulajnodze do kosmosu."

Kolejne dwie wystawy wiszą juz jakiś czas w Yours Gallery. Pierwsza z nich to 'Gamers' polskiego fotografa kryjącego się pod pseudo Bownik. Połowa zdjęć to portrety graczy komputerowych, druga połowa to ich pokoje, w których, jak się mozna domyśleć spędzają większość swojego zycia.
Kilka dni temu miałem okazję w radio słyszeć wywiad z autorem zdjęć. Stwierdził w nim ze chodzi mu o pokazanie ze zawodowy sportowiec nie musi być "wysportowany", nie musi być fizycznym wzorem dla innych. Ze nawet mieszkając w małej polskiej "dziurze" mozna zostać mistrzem świata itp.
Po obejrzeniu wystawy jednak jakoś już nie wierzę w te słowa. Po pierwsze sfotografowane pokoje wyglądają dramatycznie. Mało tego ze jest w nich generalnie albo bałagan albo po prostu wyziera z nich bieda (obdarte socjalistyczne meblościanki, plastikowe butelki z napojami z Biedronki itp.) to na dodatek wszystkie zdjęcia mają bardzo nieprzyjemną zimnozieloną poświatę wzbudzającą z pewnością nie zazdrość a raczej odrazę. To samo dotyczy portretów tych młodych chłopaków. Twarze dosłownie porazone (przepalone) lampą błyskową, duze powiększenia trądzikowych twarzy (na 100% zdjęć), smutne lub co najmniej niewyraźne wyrazy twarzy. Co tu duzo gadać - ja na pewno nie chciałbym zostać takim mistrzem świata. Nawet foty do bloga nie chciało mi się strzelić.
W sumie mozna by powiedzieć ze wszystko jest ok. Przekaz jest w końcu jasny i czytelny. Dlaczego jednak autor w wywiadzie odwraca kota ogonem i sili się na pozytywną ideę?

Na szczęście na kolejnych dwóch piętrach galerii nastrój zmienia się diametralnie (dobrze że wyjątkowo zacząłem oglądanie od pierwszego piętra a nie od trzeciego!). Już przed wejściem do sali robi się miło od ciemnoczerwonej poświaty wylewającej się na klatkę schodową, a pochodzącej od przemalowanych specjalnie na tą wystawę ścian galerii.
Zdjęcia Lydii Panas to portrety jej przyjaciół i bliskich, głównie nastoletnich. Rzadko zdarza mi się oglądać tak dobre portrety zrobione w kolorze. Z jednej strony czuje się emanującą naturalność i bliskość tych osób, z drugiej - paradoksalnie pewnego rodzaju pozę. A kolor zamiast robić niepotrzebne zamieszanie, miło tonuje nastrój. Głównie przez na maxa neutralne tło ciemnozielonego lasu.
Natychmiastowe moje skojarzenie to zdjęcia Sally Mann, które fotografka robiła swoim dzieciom. Ta sama bliskość i naturalność ale dodatkowo to COŚ, co wprowadzało i wprowadza mnie do dzisiaj w osłupienie, gdy oglądam "Immediate Family". Głęboko ukryta osobowość, niedostrzegalna na codzień, wydobyta przez fotografkę w czasie 1/30 sekundy. Po prostu piękne portrety.


Z innej beczki, choć też artystycznej. Dzisiaj została wręczona nagroda literacka Nike. Otrzymał ją ku mojej wielkiej radości poeta Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki za tomik "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach". Idealny na jesienny spleen...