We wczorajszej Wyborczej ukazał się wywiad z Martą Sziłajtis-Obiegło, 24-letnią dziewczyną i jednocześnie najmłodszą Polką, która samotnie opłynęła świat.Od czasu do mam kontakt z ludźmi z roczników powiedzmy 82-87 i muszę przyznać, że poziom obustronnego rozumienia jest minimalny. Jest dosłownie jeden bądź dwa wyjątki, z którymi porozumiewia mi się dobrze. Pozostali...? Inny świat. I nie jest to raczej kwestia różnicy wieku. 10 lat to w końcu nie jest różnica pokoleniowa. Przyczyną jest jak sądzę świat, w którym żyjemy, czyli Polska i fakt że zmienił się on diametralnie. To co widzą na zewnątrz (sklepy, reklamy itd.) nastolatkowie jest oczywiście czymś zupełnie innym od tego co widziałem ja w latach 80-tych. Z tym wiążą się kolejne rzeczy, z zajęciami "dorosłych" na czele. Telewizja, centra handlowe, internet i mnóstwo innych ofert spędzania wolnego czasu zastąpiły rodzinne siedzenie w domu, samemu bądź z sąsiadami (do dzisiaj pamiętam rozwiązywanie krzyżówek czy granie w karty), rodzinne spacery do zoo itp. Starzy nie mają też czasu bo więcej pracują a dzieciakom zostawionym samym sobie chrzani się w głowach. Brakuje integrujących "wyzwań" z rodzaju walki o worek papieru toaletowego, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a to jest coś co psuje najbardziej.
Wracając do ww wywiadu - rzecz oczywiście nie w tym by każdy porwał się na taki rejs jak Marta. Rzecz tkwi w cechach charakteru - m.in. determinacji, odwadze i sile mentalnej. Dodając do tego wiek tej dziewczyny, nie mogę wyjść z podziwu. Dodam - nie tylko dla niej, również dla ludzi którzy ten charakter pomogli jej ukszatłtować. Nie znam jej życiorysu, ale pewnie byli to rodzice, być może jakaś osoba z klubu żeglarskiego, może ktoś inny.
Współczesny świat zachodni nie buduje takich postaw. A inspirujących przykładów dokoła nie jest niestety za wiele. Pozwolę sobie więc wrzucić dwie kwestie z wywiadu, które szczególnie utknęły mi w głowie, a także polecam przejrzeć relacje samej żeglarki z całej wyprawy.
- Dopadła cie samotność?
- Z pływaniem jest trochę jak z wycieczkami po górach. Tam też na grani jesteś sam, a wieczorem, gdy schodzisz do schroniska, jest czas na rozmowy, śpiewy przy ognisku. Na morzu odcinki samotności są tylko dłuższe.
- Nie chciałaś wracać?
- Rok zmienia człowieka. Mnóstwo przeżyłam, wiele widziałam. Nie tak łatwo później wrócić do starego świata. Nie wiedziałam czy będę potrafiła żyć jak dawniej. Nikt tego nie wie. Zupełnie zmieniłam sposób patrzenia na świat. Na morzu nabiera się dystansu do wszystkiego. Ludzie histeryzują, bo spóźnią się do pracy, szef na nich nawrzeszczy. Ja też miałam napięte terminy, pracę, studia. Nagle znalazłam się sama na środku oceanu. A tam w każdej chwili możesz zatonąć. Wtedy zaczynasz rozumieć co to jest "życiowy" problem.








Dzisiaj od rana pogoda prawie bez zmian. Mróz trzyma niezmiennie, wiatr trochę odpuścił, ale tylko trochę. Poszedłem więc z rana na molo pooglądać "widoczki". Takie "nieprzyjazne" dni są fajne, gdyż można liczyć na to że człowiekowi nikt nie będzie przeszkadzał. Dzisiaj jednak sam nie byłem. Na plaży zainstalowała się telewizja Polsat i kręciła sztorm, który na Zatoce zdarza się bardzo rzadko. Jednak poza tv nie było nikogo. No bo w sumie niby dlaczego ktoś miałby w taką pogodę spacerować po molo... Wieje, lód na deskach, można się poślizgnąć, albo i nawet ześlizgnąć...
Po południu pojechaliśmy na Półwysep, nad otwarte. Krajobraz jak po jakimś (lodowym) kataklizmie. Wiatr był taki że pogadać nie sposób, co najwyżej powrzeszczeć...
A wieczorem odwiedziny najbardziej 





Stało się. Po kilkunastu dniach mrozów między -20 a -10 stopni zamarzła Zatoka. Poprzednio zdarzyło się to kilka lat temu. Z buta można sobie przejść np. z Chałup do Pucka. Krajobraz księżycowy.













