Etykiety

foto (369) music (101) osobiste (284)

niedziela, 14 marca 2010

łabędzi śpiew

Resztki śniegu z dnia na dzień zamieniły się we frontalny atak zimy. Temperatura spadła do zera a drogi zrobiły się koszmarne. Niestety jak to zazwyczaj w niedzielę czekało nas 400 kilometrów jazdy. Widoczność z 1000 metrów spadła w połowie drogi do jednego. Średnia prędkość - z 200 km/h do 20. Takiej traumatycznej jazdy jeszcze w swoim życiu chyba nie przeżyłem. "Stojący w miejscu" grubopłatkowy śnieg zapełnił szczelnie całe powietrze, a ulica kwalifikowała się by zostać torem łyżwiarskim na ostatniej zimowej olimpiadzie.
Za to gdy dojechaliśmy w końcu do stolicy, mimo zmęczenia nie mogłem się oprzeć by wyjść na miasto z aparatem. To piękny ale zdecydowanie również łabędzi śpiew tegorocznej zimy.




2 komentarze:

Ruciński pisze...

Świetny klimat.

roberto pisze...

po raz kolejny napiszę, że szkoda, że nie można komentować zdjęciami...