Etykiety

foto (369) music (101) osobiste (284)

niedziela, 24 stycznia 2010

kazimierz

W niedzielny słoneczny poranek, w przeciwieństwie do rasowych Polaków atakujących nieskończoną ilość centrów handlowych, postanowiliśmy wybrać się za miasto. Słońce świeciło całą mocą rozgrzewając powietrze do zawrotnej temperatury -20 stopni. Pojechaliśmy więc w pierwszej kolejności obejrzeć krę. Kawałek na południe od stolicy, tam gdzie zazwyczaj porusza się prom, można było niemal przejść z buta na drugą stronę rzeki. Gdyby nie drzewa na drugim brzegu, krajobraz wypisz wymaluj jak z Antarktydy.

Ostre Słońce nie sprzyjało zdjęciom więc ruszyliśmy do oddalonego o godzinę drogi Kazimierza. Niska temperatura dawała nadzieję na to że mimo niedzieli tłumów tam nie uświadczymy. Potwierdziło się. Miasteczko zastaliśmy niemal wyludnione. Przeszliśmy się standardowym turystycznym szlakiem - rynek, piekarnia z kogucikami, cmentarz przykościelny, ruiny zamku, brzeg Wisły. Na więcej sił, a raczej odporności na mróz, zabrakło młodziakom. Gdy czerwień na twarzach zaczęła się niepokojąco zamieniać w fiolet zdecydowaliśmy się pójść na pierogi.
Przy okazji mój blogowy sprzęt do fotografowania również wykazał się niską odpornością na mróz. Po zrobieniu ledwie dwóch zdjęć tzw. rodzinno-mmsowych na rynku, bateria w komórce padła nieżywa.

Po ciepłym obiedzie nie za bardzo chciało się już chodzić po tym mrozie, więc przenieśliśmy się do herbaciarni "U Dziwisza" poleconej nam przez rodziców Jo. Tam już zalegliśmy na dobre przy gorących czekoladach i pięknych światłach, które świadomie bądź nieświadomie właściciel powkładał w różne kąty lokalu. Siedzieliśmy tam na tyle długo by uprzejmy sąsiad zdążył zawiadomić policję że zaparkowałem na zakazie. Tak więc do czekolady musiałem sobie doliczyć stówkę napiwku dla znudzonych kazmierskich gliniarzy.
.





W drodze powrotnej odnotowałem najniższą w moim życiu temperaturę jaką widziałem na samochodowym termometrze. Dzisiaj jesteśmy lepsi od Oslo!

4 komentarze:

czara pisze...

Kazimierz :) Pamiętam herbaciarnię u Dziwisza, pamiętam też knajpkę u Fryzjera (zwłaszcza zestaw śniadaniowy "chory kotek";)

Sevillian pisze...

Fryzjer zapisany. Nastepnym razem dam znac czy sniadanie smakowalo. Dzięki :)

czara pisze...

Zawsze do usług ;) Nurtuje mnie tylko jedno, od czasu kiedy przeczytałam tę notkę... Przecież z Wybrzeża do Kazimierza jest kawał drogi, nawet najpierw myślałam, że może to o jakieś inne miasteczko chodzi ;) Jakim cudo udaje się Wam tak wziąć dzieciaki i wyskoczyć w taką trasę? Czy mnie się coś myli?

Jo pisze...

Odpowiem Ci Czaro: czasem mieszkamy tu, czasem tam. Ale nasz Podstawowy Dom jest jak najbardziej - nad Morzem. :)
Generalnie wszędzie nas pełno.;)